piątek, 21 sierpnia 2015

Flagrant Foul PL na Twitterze!

Nastała wiekopomna chwila kiedy to mój mały blog o NBA wchodzi (po raz kolejny) do wielkiej maszyny mediów społecznościowych.  Najpierw po 5 latach przeprosiłem się z Facebookiem by dotrzeć do większej ilości czytelników, a teraz przyszedł czas na to coś z czego jeszcze nie potrafię korzystać.

Ale się nauczę.

Chyba...

Z góry zapowiadam: żadnych Instagramów czy innych wynalazków bananowej młodzieży nie będzie...

Adres do śledzenia czy tam ćwierkania znajdziecie POD TYM LINKIEM.

A na pocieszenie obrazek z tła...


czwartek, 20 sierpnia 2015

Orlando Magic: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Magii w tym sezonie nie było za grosz w ekipie z Florydy. Przypominali mi Raidena z 2 części filmu "Mortal Kombat". Ten film klasy "D" był lepszy do oglądania niż 82 spotkania w tym sezonie w wykonaniu Orlando. 

W owym filmie Bóg Piorunów i Opiekun Królestwa Ziemskiego zrzekł się swojej mocy byle tylko ochronić ziemian przed atakiem swojego złego brata z Zaświatów. Na nic się to zdało z tego co pamiętam. Magic również niby nieśmiało próbowali atakować PO, jednak nigdy nie zbliżyli się do rozgrywek posezonowych na tyle blisko by poczuć krew. Myśl o nadchodzącym drafcie i kolejnym wysokim wyborem skutecznie blokowało ich czary, aż w końcu niczym wspomniany bohater porzucili wszystko byle tylko dać ostatnią nadzieję na kolejny młody talent. 

Duża w tym zasługa "Mugola" Jacque Vaughna, który myślał, że wystarczy pomachać patykiem przy linii bocznej i samo się stanie. Nie wierzył w młodych adeptów sztuki magicznej i wszyło jak wyszło. 

Gdyby wytrwał do końca sezonu z zespołem młodzi podczas wyprawy na ryby mogliby użyć takiego o to zaklęcia: "Hokus pokus, czary mary Jacque biegnie po browary".

Na szczęście kiedy zespół był udupiony na tyle by nie martwić się o loterię w drafcie pozbyto się szkoleniowca.

Jak zwykle za późno...


niedziela, 16 sierpnia 2015

Washington Wizards: Mieć ciastko i zjeść ciastko

Prawie każdy oddaje się teraz błogiemu odpoczynkowi po ciężkim sezonie. Należy się im to jak psu buda. Trzeba naładować baterie przed nadchodzącymi rozgrywkami, najlepiej w jakiś ciepłych krajach. Nie żałować sobie luksusu. Przecież niektórzy podpisali bardzo lukratywne umowy ostatnimi czasy i już można ruszyć rezerwy gotówki by godnie odpocząć. Wraz z sezonem kasa zostanie dowieziona pod ich drzwi na złotych taczkach. YOLO!

Inni pracują w pocie czoła by jak najlepiej reprezentować swój kraj na mistrzostwach Europy. Wśród nich jest nasz rodzynek - Marcin Gortat - który sukcesywnie informuje nas co się dzieje w kadrze narodowej. Przestań spamować filmikami i zacznij uczyć się taktyki. Nie po to Mike Taylor siedział tydzień na trybunach Staples Center i spisywał okrzyki Doca Riversa na kolanie, byśmy teraz nie wyszli z grupy.

Jeszcze inni w zaduszonych pomieszczeniach ostro debatują nad swoją przyszłością. Klasa draftu 2012 w końcu może powąchać poważną gotówkę. 

W takim właśnie położeniu znajduje się Bradley Beal. Wizards chcą zatrzymać młode "ciacho" ale wiedzą, że w następnym sezonie inna "kremówka" będzie na rynku wolnych agentów i trzeba mądrze zagospodarować pieniążki ze skarbonki zanim wejdzie się do cukierni.


czwartek, 13 sierpnia 2015

Memphis Grizzlies: Stagnacja?

Odpocznijmy trochę od podsumowań i zajmijmy się zgoła odmiennym tematem, który wpadł mi dziś do głowy podczas przeglądania budżetów drużyn na bieżące oraz przyszłe rozgrywki. 

Teks będzie o Miśkach z miasta Elvisa. Dawno nic o nich samych nie było, więc można trochę odświeżyć pamięć o jednej z najnudniej grających ekip w NBA. Dlaczego najnudniej? W dobie nadchodzącego small ballu ich "Grit & Grind" może nie wydawać się taki emocjonujący, a co poniektórych może nawet uśpić ich wolne tempo prowadzenia gry.

Ja należę do grona poczciwych zjadaczy chleba z masłem NBA, ale w przypadku stylu Memphis ten chleb jest dla mnie dodatkowo wzbogacony o ser żółty i keczup. Ci co mnie znają bardzo dobrze wiedzą, że nie ma dla mnie lepszej kanapki. Ten oldschool bijący od ich błotnistego tempa stanowi miód na moje serce. Sypią piachem w tryby przeciwników czym zmuszają ich do dostosowania się do preferowanego przez nich stylu gry. 

W lato udało się im zatrzymać Marca Gasola, więc GrindFathers powrócą w komplecie by ponownie przeciwstawić się całej lidze. 

I tu narodziło się moje pytanie: ile można trwać w bezpiecznej strefie bez konieczności zmian?


wtorek, 11 sierpnia 2015

Philadelphia 76ers: Podsumowanie sezonu 2014-2015

W poprzednim wpisie przyrównałem sezon Denver Nuggets do obrazu koczowniczego miasteczka w czasach gorączki złota. Było nieciekawie jednak dałoby się tam przeżyć i nawet dopatrzeć zalążków przyszłości.

W Mieście Braterskiej Miłości sprawa wygląda zgoła inaczej. Wyobraźcie sobie największą bombę atomową w dziejach ludzkości. Nie żadne tam Hiroszimy czy inne petardy, tylko najbardziej złowieszczą i niebezpieczną broń masowego rażenia jaka kiedykolwiek powstała. Teraz do obrazka dodajmy Sama Hinkie z pianą na ustach, który kurczowo trzyma w ręku detonator. Używał go już kilkukrotnie i za każdym razem cel został doszczętnie zniszczony. 

To co przetrwało choruje na powikłania popromienne, a szalony naukowiec zdaje się konstruować wszystko od początku. 

Panie miej ich w swojej opiece...


środa, 5 sierpnia 2015

Denver Nuggets: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Kiedy pomyślę o poprzednim sezonie w wykonaniu ekipy z Kolorado nasuwa mi się na myśl scena z pewnego westernu, w którym podróżnicy i poszukiwacze złota przybywają do miasteczka, które jest położone nieopodal bardzo bogatych złóż złotego kruszcu.

Koledzy w telegramach i listach przedstawiali im prawdziwe "Eldorado" natomiast po przybyciu do miasteczka dostali obraz nędzy i rozpaczy. Bród i smród na ulicach, chrzczona whiskey w spelunach aspirujących do miana saloonów. Damy lekkich obyczajów nie dość, że stare to jeszcze zarażone nieznanymi jeszcze wówczas medycynie chorobami. Brak służb porządkowych doprowadził do terroru i zorganizowanej przestępczości. Brak miejsc do spania i duża konkurencja przy płukaniu dobroci. 

Dziki kraj i dzikie miasto.

Na to wszystko spoglądał nieoficjalny burmistrz Brian Shaw, który robił za pozoranta. Referencję wystawił mu inny, bardziej utytułowany burmistrz, i tak Brian prześlizgiwał się już 2 rok kadencji. 

Nagle odnaleźli się właściciele skrawka ziemi, na której powstało to miasto. Wyrzucili z hukiem biednego Briana i na jego miejsce zatrudnili starego poczciwego Melvina Hunta - kowala - którego każdy w tej zapomnianej przez Boga głuszy szanował. Ale było już za późno.

Najbardziej szkoda tych bryłek w składzie. Szalony osadnik - George Karl - nawet z kamienia potrafił zrobić złoty samorodek. Shaw mają do dyspozycji opłukane i wypolerowane kamienie nie był w stanie zrobić z nimi nic. Tylko stał i się patrzył jak obrastają kurzem i pleśnią...


niedziela, 2 sierpnia 2015

Seattle SuperSonics: The Moonchild

Jak już pewnie wiecie Bucks zostają w Milwaukee. Wszystkie ważne i mniej ważne głosownia zostały przeprowadzone. Tajne stowarzyszenia bractw piwnych z Wisconsin podpisało cyrografy krwią kozła, napluli sobie na rękę i ubrani w czarne szaty w kazamatach swoich piwnic przypieczętowali powstanie nowej hali swojego zespołu. 

Z jednej strony bardzo się cieszę, że tak zasłużona drużyna w której barwach grało tylu znakomitych zawodników nie zniknie z mapy NBA. Teraz mają jedną z najciekawszych młodych ekip i szkoda by było gdyby Milwaukee zostało pozbawione przyjemności z kibicowania zespołowi Jasona Kidda. 

Z drugiej strony oszukane niegdyś w podobny sposób Seattle dalej musi czekać na kaprys komisarza dotyczący powiększenia ligi o dodatkowe zespoły. Liga bez SuperSonics nie jest już tym samym czym była wcześniej. Znakomite nazwiska czekają zawieszone w próżni by ich koszulki znalazły się pod kopułą hali w deszczowym mieście. 

Dziś trochę z nostalgii, trochę z tęsknoty postaram się przedstawić Wam sylwetkę jednej z niezaprzeczalnych gwiazd Seattle SuperSonics lat 90 tych jakim bez wątpienia był Shawn Kemp.