niedziela, 18 października 2015

Boston Celtics: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Chytre oczka Dany'ego Ainge'a wypatrywały kolejnych picków, spadających kontraktów oraz potencjalnych All-Starów niczym głodny narkoman działki u swojego dilera. Szaleństwo w tankowaniu nie jest tak widoczne jak u kolegi z Sixers, ale przez kilka ostatnich lat, Danny nagromadził wyborów w drafcie jak schabowych na wesele. Robi to w białych rękawiczkach zawsze twierdząc, że ma chytry plan.   

W zamyśle było "tankowanie" i ogrywanie pozyskanych w drafcie zawodników. Jednak o planach swojego GM nie został chyba poinformowany Brad Stevens, gdyż z odrzutów/niechcianych zawodników jakie dodano mu do składu ułożył drużynę, która dostałą się do rozgrywek posezonowych. 

Czy odbyło się tajne spotkanie przy portrecie Reda Auerbacha na którym ustalono, że tu będziemy udawać, że tankujemy, a tak naprawdę zaczniemy układać podwaliny pod przyszłe lata z tego co już mamy?  

Danny to tajemniczy człowiek.


piątek, 16 października 2015

Memphis Grizzlies: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Kolejny rok i kolejne nadzieje na to, że w końcu ta ich brudna koszykówka wyniesie ich na wyżyny konferencji Zachodniej, a później to już tylko krok od udziału finale i dominacji nad kimkolwiek ze Wschodu. 

Tylko ten Niedźwiedzi sen trwa już trochę za długo. Od czasu przenosin z Vancouver tylko raz udało się im dotrzeć do finału konferencji. Nie żeby zraz "Kanadyjskie" Miski trzęsły NBA w posadach, ale lepiej to brzmi niż: przez 20 lat istnienia pod nazwą Grizzlies osiągnęli jedno wielkie, śmierdzące nic. 

Ciekawostka: skoro wspomniałem Vancouver to kto pamięta Bryanta "Big Country" Reevesa? 

W zeszłym sezonie zmienili trenera, jednak duch Grit'n'Grind pozostał. Zatem w ten sezon wchodzili tak jak ostatnio: teraz musi się to udać.

Prawie się udało.


środa, 14 października 2015

Toronto Raptors: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Rodzynki z Kanady weszły w sezon bardzo dobrze. Dla jednych był to powolny start mający przerodzić się w karkołomny pęd po najwyższe laury, a dla kibiców tej drużyny był to sygnał, że może uda się powtórzyć sukces z poprzedniego roku i drugi raz z rzędu awansować do rozgrywek posezonowych. Od początku sezonu do 30 grudnia przegrali tylko 8 spotkań, więc prognozy były dobre, a nastroje w klubie szampańskie. 

Poprzeczka w zeszłym roku została podniesiona bardzo wysoko i kibice domagali się więcej od swojej ukochanej drużyny. Przyznam się szczerze, że sędziowie w moim odczuciu pomogli w awansie Nets by ich potyczka z Miami była osłodą drugiej rundy PO, kosztem lepiej grających Raptors. 

No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? 

Jednak pomimo tego Raptory udowodniły, że stać ich na walkę o najwyższe cele. Pomimo braku wielkich nazwisk udało się zbudować drużynę do walki o PO. 

Drużynę, która niewiele się (poza jednym dodatkiem) zmieniła w stosunku do minionego sezonu. Zatem bogatsi w doświadczenie i głodni sukcesu z dumą krzyczeli "We The North" po raz kolejny.


poniedziałek, 12 października 2015

Washington Wizards: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Za młodu miałem komputer. Parametrów technicznych nie pamiętam, ale Windows na jakim "pracowałem" zwał się Milenijny. Najgorsze gówno jakie Bill z ziomkami mógł wydać, zaraz po Viście. I na tym komputerku sobie grałem w gry różnej maści. NBA Live, Max Payne i takie tam klimaty. Pamiętam, że kiedyś w moje ręce wpadła kopia gry o Harrym Potterze. Szału w niej nie było, ale zapamiętałem jeden czar, który zwał się "Flipendo". Na ekranie należało za pomocą myszki wyrysować takiego pokrętnego zawijasa, który umożliwiał przesuwać przedmioty stojące na naszej drodze. Szybkie, proste, skuteczne i wówczas bardzo zabawne z powodu podkładu audio. 

Takiego czaru użyli chyba starzy magowie, którym Gandalf czy inny tam Merlin mogliby buty wiązać. Są nimi oczywiście Andre Miller oraz Paul Pierce. Ta dwójka weteranów wpłynęła na całą drużynę za pomocą sobie znanej magii oraz alchemii. "Popchnęła" w dobrym kierunku młody trzon zespołu, który z meczu na mecz grał coraz lepiej i nawet utrzymywał się na pierwszym miejscu na Wschodzie przez kilka kolejek. 

Jak magia to Czarodzieje. Jak Czarodzieje to Waszyngton. Jak Waszyngton to Frank Underwood. 

Na tego ostatniego trzeba poczekać do 2016. A na nowy sezon NBA już tylko 15 dni...


sobota, 10 października 2015

Los Angeles Clippers: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Wielkie zmiany nastały w organizacji przez lata uważanej za tą gorszą w Mieście Aniołów. Teraz nie tylko mają lepszy skład od bardziej utytułowanych sąsiadów ale i nowy właściciel nie szczędzi środków na polepszenie bytu drużyny. 

W poprzednim sezonie wymówką miało być rozproszenie spowodowane rasistowską aferą wywołaną przez poprzedniego właściciela - Donalda Sterlinga. Można i tak tłumaczyć odpadnięcie w drugiej PO, lecz Archiwum "X" ma na to teczkę w swoim oddziale w LA.

Teraz nic nie stało na przeszkodzie, by sięgnąć po najwyższe cele i przejść w końcu tą przeklętą druga rundę rozgrywek posezonowych, która odbija się czkawką samym zawodnikom, oraz spędza sen z powiek ich fanom, których z roku na rok przybywa coraz więcej. Billy Crystal już nie czuje się tak wyjątkowo w szczelnie wypełnionej Staples Center. 

Ale wracając do klątwy: jestem bardzo sceptycznie nastawiony do wszelakiej magii czy innych tam wróżbitów, ale to co się stało w serii z Houston dało mi do myślenia, że jednak coś jest w tym wszystkim na rzeczy.


wtorek, 6 października 2015

Atlanta Hawks: Podsumowanie sezonu 2014-2015

Miał to być spokojny sezon zakończony awansem do PO. Miało nie być fajerwerków, parad czy innych oznak szczęścia. Miało być tak jak to zwykle w Atlancie: nudno. 

Po kontuzji w zdrowiu i szczęściu powracał Al Horford - wielki nieobecny poprzedniego sezonu. Reszta kompanii była zwarta i gotowa. 

Na stołku trenerskim wygodniej rozsiadł się Mike Budenholzer. W poprzednim sezonie rzutem na taśmę wprowadził zespół na 8 miejsce premiowane awansem do rozgrywek posezonowych, gdzie jak równy z równym podjęli walkę z Indianą Pacers. 7 meczy cieszyło kibiców, bo zażarta walka jest zawsze mile widziana podczas starć gladiatorów. Walczyli dzielnie, ale polegli. 

Teraz wracali by znowu być "najnudniejszą" drużyną w NBA. 

Bo przecież "Nikt nie lubi Atlanty Hawks"


piątek, 2 października 2015

Kontrakty, niewypały i syrop klonowy...

Kiedy zapytasz typowego fana NBA o jakiegoś zawodnika z Kanady ten bez wahania wykrzyknie - Steve Nash! 

Uwielbienie dla tego pokurcza jest zrozumiałe i powszechnie akceptowalne. Suns i ich run'nad'gun, MVP x 2 i takie tam finansowe machlojki. Kiedy jednak zadamy pytanie niczym ankieter z Familiady: a kogo jeszcze? Wówczas może pojawić się drobny problem. 

Co bardziej ogarnięci w nowożytności wskażą zeszłoroczny nr 1 draftu Andrew Wigginsa, Kelly "MMA" Olynyka lub mokry sen Vivka Ranadive - Nika Stauskasa. Starzy fani podrapią się po siwiejących już włosach wspomną z łezką w oku Samuela Dalemberta, Jamaala Maglorie lub pięknisia Ricka Foxa. 

Jednak na chwilę obecną 2 najgorętsze nazwiska kojarzone z flagą z liściem klonowym to Tristan Thompson oraz Anthony Bennett. 

Pierwszy ma urojenia schizofreniczne, przejawiające się wyobrażeniem o byciu w czołówce ligi na swojej pozycji. Drugi cierpi na depresję/zaparcie talentu. 

Dziś dr Przemek zdiagnozuje obydwa przypadki...