Ostatnio w lidze dominują 3 tematy: rekord wygranych Golden State Warriors, rekord przegranych Philadelphi 76ers oraz ogłoszenie zakończenia kariery przez Kobe Bryanta.
Dwa pierwsze - mam takie przeczucie - zakończą się jeszcze w tym tygodniu i może podczas podsumowaniu sezonu będzie czas by do tego wrócić i nie produkować się teraz z podnieceniem na twarzy pisać ochy i achy nad jednymi i drugimi. Sezon jest długi i szeroki i takie serie mogą nagle wypalić u każdej z drużyn. Może i odrobinę przesadzam z tym, że każda z pozostałych 28 drużyn może wejść na poziom GSW lub upaść tak nisko jak Sixers, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi.
Kiedy jednak jedna z aktywnych ikonicznych postaci ligi ogłasza, że obecny sezon będzie jego ostatnim w karierze, wówczas można odrobinę się pochylić nad tym tematem.
Tylko czemu zamiast czuć smutek z powodu zakończenia pięknej historii mam wrażenie uczestnictwa w wielkiej ceremonii przykrywania gówna pudrem?






