czwartek, 18 grudnia 2014

Zachód słońca nad South Beach

Miami Heat po odejściu LeBrona Jamesa miało wskoczyć na inny poziom. Pat Riley nie rozpaczał po stracie najlepszego gracza i od razu przystąpił do próby łatania ogromnej dziury powstałej po odejściu LBJ. Na papierze wyglądali znakomicie. Wszystkie elementy układanki były idealnie dopasowane. Jednak jak to zazwyczaj bywa nie wszytko zaczęło się układać po myśli drużyny. Po obiecującym starcie drużynę zaczęły nękać kontuzje, a zawodnicy nie mogli odnaleźć się na parkiecie. Czy to początek końca potęgi Heat, która rozpoczęła się w 2011?


Odszedł LBJ. Po raz kolejny zostawił przeciekający okręt i udał się w inne, lepsze dla niego miejsce. Na placu boju pozostali Dwyane Wade oraz Chris Bosh. 


Pierwszy to już ikona organizacji Heat. Wybrany z 5 numerem w drafcie przez Miami. Spędził w niej całą dotychczasową karierę i pewnie odwiesi buty na kołku zaraz obok białej koszulki z nr 3. Problemy z kolanami ograniczają jego występy, lecz kiedy sytuacja tego wymaga zmienia się we "Flasha" którego podziwialiśmy w finałach 2006. Tym właśnie moim zdaniem różni się od dwóch innych członków BIG 3. Kiedy oni narzekali jak mi źle w macierzystych drużynach, Wade tracił zdrowie próbując dać zwycięstwo w każdym spotkaniu. Pozostał z Miami na dwa lata za około 30 mln dolarów. Wielkie poświęcenie, jednak zrozumiałe patrząc na jego problemy zdrowotne.

Bosh natomiast przywędrował do ekipy "Żarów" razem z LBJ by zdobyć mistrzostwo. Przyjechał z mroźnego Toronto jako PF/C gotowy do walki o najwyższe cele. W lato był kuszony przez kilka innych ekip by po druzgocącej porażce w finałach rozpocząć od nowa w innej drużynie. Jednak Pat by zachować go w swojej drużynie wyłożył na stół potężne argumenty w postaci 118 mln dolarów płatne w pięć lat. Houston Rockets mogli mu zaoferować tylko 88 mln płatne w cztery lata. Ale poza gotówką dochodził do tego inny aspekt, a mianowicie: powrót do bycia pierwszą opcją w zespole. Podczas panowania "wielkiej trójki" był trzecią opcją. A ci, którzy pamiętają jego grę w Raptors wiedzą, że stać go na więcej. 

Pat poza zatrzymaniem "Big 2" sprowadził do zespołu kilku solidnych graczy, którzy nie jedno już na parkietach przeżyli. Pierwszym poważnym nabytkiem został Luol Deng. Sudańczyk podpisał z Miami dwuletni kontrakt wart ok. 20 mln dolarów przy czym drugi rok jest opcją gracza. Deng to niezwykły obrońca, który posiada również talenty strzeleckie. Kiedy ma dzień potrafi wziąć na siebie ciężar zdobywania punktów. Był ważnym ogniwem Chicago Bulls jednak ich drogi rozeszły się kiedy przyszło do negocjacji na temat nowego kontraktu. 

Wcześniej do drużyny dołączyli Danny Granger oraz Josh McRoberts. Pierwszy to była gwiazda Indiany Pacers i teoretycznie pierwszy "franchise player" po odejściu Reggiego Millera. Na przestrzeni sezonów 2008/2009 notował średnio 25.8 punktu na mecz, jednak przez kontuzję nie powrócił już do pełni formy. Podpisał z Miami dwuletni kontrakt warty 2.4 mln dolarów. McRoberts zwiedził do tej pory pięć zespołów od 2007. W poprzednich rozgrywkach zdobywał średnio 8.5 punktów, 4.8 zbiórki oraz niecodzienne jak na PF/C 4.3 asysty. I właśnie znakomity przegląd pola wywalczył mu 23 mln płatne w cztery lata.


Podczas draftu Miami wybrało "naznaczonego" przez samego LBJ młodego rozgrywającego Shabazza Napiera, którzy podczas gry na uniwersytecie dał się poznać jako znakomity strzelec. Na pokładzie została dwójka starych rozgrywających: Mario Chalmers oraz Noris Cole. Z poprzedniego składu, który nie przeszedł do Cavaliers za LBJ pozostali weteran Udonis Haslem oraz Chris Andersen. 

Tak uzbrojone Miami przystąpiło do walki i utrzymanie pozycji jaką wypracowali sobie w poprzednich latach. Niektórzy skazywali ich na błądzenie po nizinach tabeli z racji braku w składzie Jamesa. Nie wierzyli, że uśpiony Bosh jest w stanie powrócić do formy znanej z Raptors oraz czy kolana Wadea wytrzymają jeszcze ten sezon. O ile w przypadku DW#3 prognoza była jasna: odpoczywa ile się da i wychodzi tylko na ważniejsze mecze, tak Bosh był zagadką. Zagadką, która nie musiała długo czekać na rozwiązane. Wszyscy którzy spisali go na straty oraz uznawali go za najsłabszy element "BIG3" musieli posypać głowy popiołem. Chris w 23 dotychczas rozegranych spotkaniach notuje średnio 21.6 punktów, 8.2 zbiórki oraz 2.1 asysty na mecz. Są to najlepsze osiągnięcia "Raptora" od kiedy biega w trykocie Miami. 

Po znakomitym starcie rozgrywek Miami jakby spuściło z tonu. Zajmują 7 pozycję na wschodzie z bilansem 12-14. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Deng gra w kratkę, Wade dużo odpoczywa, Bosh notuje znakomity sezon jednak teraz nabawił się kontuzji łydki i nie wiadomo kiedy powróci do zespołu. Josh McRoberts z kolei prawdopodobnie straci resztę sezonu z powodu zerwania łękotki w prawym kolanie. Danny Granger jak na razie jest cieniem samego siebie i notuje najgorszy sezon w swojej karierze. 

Z pozytywów należy doszukiwać się na pozycji rozgrywających. Shabaz Napier dobrze wszedł w sezon i pokazał kilka ciekawych ruchów. Cyganeria z Brooklynu podobno do tej pory błąka się po parkiecie:


Heat jednak zesłali go ostatnio do D-legue.

Natomiast starsi koledzy również notują najlepsze sezony w karierze, zwłaszcza Mario Chalmers który ze średnią 12.5 punktu na mecz jest czwartym strzelcem oraz notuje 4.2 asysty co daje mu drugie miejsce w zespole jako najlepszemu podającemu zaraz za "Flashem". Jednak ich postawa nie daje praktycznie żadnej przewagi dla Miami, która cierpi w bardzo ważnym dla koszykówki aspekcie.

Poważnym problemem Miami od kilku sezonów jest brak porządnego centra. Nieobecność mięsa pod koszem jest widoczna gołym okiem. Bosh stara się jak może, ale on jest chudzieńkim PF i raczej walka pod tablicami to nie jest jego żywioł. Zatem by myśleć o PO muszą już teraz szukać wzmocnień w pomalowanym. 

Drugim ich problemem jest moim zdaniem trener. Nie należę do klubu rozkochanego w Eriku Spoelstrze. Uważam go za dobrego stratega defensywnego jednak nic ponadto. Do póki miał w składzie obecnie najlepszego gracza na parkietach, niektórzy stawiali go w top 5 trenerów w NBA. Dla mnie teraz przechodzi swój prawdziwy test. Jak na razie nie wypada on zbyt dobrze. 

Jednak "Brylantynowy" Pat nie byłby sobą, gdyby nie miał czegoś w zanadrzu. Jak napisałem wyżej, kontrakty niektórych zawodników schodzą po sezonie 2015/2016 i wtedy prawdopodobnie przystąpi do kompletnego rozkładu zespołu na czynniki pierwsze. W składzie gwarantowane kontrakty będą mieć tylko Bosh oraz McRoberts, a co za tym idzie Riley będzie miał sporo gotówki do wydania na wolnych agentów.


Jednak czy nie jest w stanie zrobić czegoś już teraz? Miami mają chroniony pick w top 10 w nadchodzącym drafcie jednak tankowanie z Wadem oraz Boshem na pokładzie nie wchodzi w grę. Zatem pozostaje wymiana. Oto moim zdaniem dobry ruch jaki Miami może wykonać:

Oddać pick + Denga do Detroit za Grega Monroe. Stan Van Gundy szuka najlepszej opcji do pozbycia się lub zatrzymania w składzie Monroe, który po tym sezonie stanie się wolnym agentem. By zatrzymać go w Mo-Town musiałby namówić kogoś do zabrania Josha Smitha razem z jego cegłami oraz wysokim kontraktem. Pick w przypadku Detroit może być bardzo przydatny nie wspominając o Dengu. Miami zyskałoby siłę podkoszową, której bardzo teraz brakuje.

Można oddać jeszcze kogoś z 3 rozgrywających i tu wybór padłby na Norrisa Cole'a. Nie bardzo wiem co mogli by za niego dostać, jednak to on jest głównym kandydatem do odstrzału jeżeli przyjdzie do roszad w składzie.

Ostatnią deską ratunku wydaje się pozbycie się samego Denga. Pomimo niezbyt dobrej gry w tym sezonie to nadal dobry koszykarz, który może się przydać wielu ekipom. Jednak oddanie go miałoby sens tylko wówczas kiedy w zamian dostali by podkoszowego.

Zatem czekamy na rozwój wydarzeń w Miami. Pat nie złoży broni, i jak przystało na kogoś o wyglądzie czarnego charakteru z filmów szpiegowskich zawsze ma coś w rękawie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz