czwartek, 27 listopada 2014

Czy tankowanie się opłaca?

Tankowanie jest w modzie. Nie jest to eleganckie, ani sprawiedliwe. Liga stara się z tym walczyć, jednak jak na razie bezskutecznie. Oddawanie najlepszych graczy za wysokie picki w drafcie, jest na porządku dziennym. Pozostali gracze głębokich rezerw, którzy do tej pory nawet nie powąchali parkietu przez więcej niż 5 min stają się starterami. Jeżeli ktoś z takich "przymusowych" starterów pokaże potencjał wtedy zarząd ma twardy orzech do zgryzienia. Czy takiego gracza z małym kontraktem zostawić by się ogrywał i stanowił w przyszłości jeden z fundamentów? Czy nie kusić losu i wpisać go na listę kontuzjowanych? Dobra forma może dać 1 zwycięstwo więcej, a to już oddala drużynę od szansy na kolejny młody potencjał.  Zawsze można poczekać do okienka transferowego i oddać go za kolejny pick w drafcie.

W dobrym guście jest również branie kończących się wysokich kontraktów graczy, którzy w chwili podpisania owego cyrografu byli znakomici, a teraz z powodu kontuzji, lub innych przypadłości są cieniami samych siebie. Nie dadzą rady wspomóc drużyny, a po sezonie, kiedy ich kontrakt wygaśnie zaoszczędzą sporo pieniędzy w drużynowej kasie. Jednak tacy gracze ku schyłku kariery są idealnymi mentorami dla młodych, wiec coś za coś.




W zeszłym sezonie takich zachowań było bardzo dużo. Pozwoliłem sobie prześledzić klika zespołów, które nawet nie kryły się z chęcią pozyskania najwyższego wyboru w tym podobno bardzo mocnym drafcie. Klasa 2014 została porównana do 2003 kiedy do ligi przyszli James, Wade, Anthony czy Bosh. Jednak na razie nie można mówić o potędze, ale to temat na inny tekst.

I tak mamy:

Philadelphia 76ers są na dobrej drodze do zapisania się w historii NBA. Po wczorajszym meczu z cyganami z Brooklynu legitymują się bilansem 0-15 i mają szansę przegrać jeszcze więcej. Co prawda sami gracze zaprzeczają w wywiadach jakoby mieli tankować(ostatnio Carter-Willimas narobił szumu w internecie na ten temat), ale to nie gracze, a zarząd jest za to odpowiedzialny.
W zeszłym sezonie również starali się by schodzić z parkietu pokonani. Wszystko to w imię wysokich wyborów w drafice i pozyskaniu młodych i perspektywicznych graczy, na których będzie można odbudować potęgę zespołu. W drafcie 2013 pozyskali z nr.12 Michaela Cartera-Williamsa, który zdobył nagrodę ROTY. Dodatkowo oddali Jure Holidaya i Pierre Jacksona  do Nowego Orlenau w zamian za Nerlensa Noela, którego to Pelicans wybrali z nr.6. Noel przed draftem nabawił się kontuzji i nie zagrał ani minuty w sezonie 2013-2014. Co prawda plotki głosiły, że był gotów do gry w trakcie sezonu, jednak włodarze 76ers i tak nie pozwolili zagrać młodemu centrowi.
W tym roku Philadelphia z nr.3 wybrała Joela Embida. Kolejnego perspektywicznego centra, który również nabawił się kontuzji i też nie zagra przez cały sezon. Z nr.10 wybrali Elfrida Paytona jednak oddali go do Magic w zamian za prawa do Dario Sarica, młodego i zdolnego SF który jednak jeszcze przez 2 lata zostanie w Europie. Ostatnio oddali najlepszego gracza - Thaddeusa Younga - do Minnesoty praktycznie za nic.

Zatem na chwilę obecną na papierze mają: silny i mocny duet podkoszowych(z czego jeden nie zagra w tym sezonie), SF który dojrzewa w Europie, wszechstronnego MCW na PG oraz objawienie tego sezonu o nazwie Tony Wroten jako SG. A to nie koniec drogi po kolejnych graczy. Może w szaleństwie i bezczelności Sama Hinkie jest metoda?



Orlando Magic rok temu również byli aktywni na polu przegrywania. Jednak w ich przypadku było to tłumaczone "odbudową" po stracie Dwighta Howarda. W 2013 pozyskali Victora Oladipo. W składzie już byli Tobias Harris oraz Nikola Vucevic, wiec nie było tak źle. Jedyne za co chwała zarządowi z Orlando, to nie trzymanie młodych pod kloszem. Cały sezon grali równe minuty, często gęsto występując w s5 i poznawali realia NBA na własnej skórze, dzieki czemu Oladipo zajął drugie miejsce w głosowaniu na najlepszego debiutanta.
W tym drafcie zaskoczyli wszystkich i wybrali z nr.4 Arona Gordona. Gordon to niezwykle atletyczny PF, który często jest porównywany do Blakea Gryffina. Ma on potencjał do gry w obronie i musi poprawić swój rzut. Gra niezwykle energicznie i robi dużo dobrych małych rzeczy na parkiecie, które nie mają odzwierciedlenia w jego statystykach, ale dodatnio wpływają na drużynę.
Z nr.12 Orlando sięgnęło po wspomnianego Dario Sarica, którego oddało do 76ers w zamian za Elfrida Paytona. Niezwykle energicznego PG, który znakomicie gra w obronie, podaje, zbiera i biega do kontry. Jego piętą achillesową jest jednak rzut do kosza. Dodali do składu również dwóch weteranów: rozciągającego obronę Channinga Frya oraz strzelca Bena Gordona.

Na papierze wyglądają znakomicie. Pierwszoroczniacy idealnie pasują do Oladipo, wszechstronnego Harrisa, oraz bestii podkoszowej jaką jest Czarnogórzec Vucevic. Tak jak w poprzednim sezonie młodzi są ogrywani od samego początku. Oaldipo wrócił po kontuzji, jednak jego miejsce poza składem zajął Gordon. Teoretycznie Orlando ma teraz wszystko by zacząć budować drużynę gotową na awans i walkę w PO. Problem jednak stanowi trener, który nie ma pojęcia jak wykorzystać ich potencjał. Ale o tym już wspominałem wielokrotnie. Podobnie jak Bucks mocno im kibicuję. Przypominają mi Thunder kiedy ci mieli w składzie Westbrooka, Hardena, Duranta i Ibakę. Może nie ten kaliber talentu, ale jest potencjał.


Boston Celtic są w czarnej dupie. Nie wiem jak to można inaczej nazwać. O ile bezczelność Hinkie oraz plan Magic mogą twierdząco odpowiadać na pytanie zadane w tytule, tak plan który skrywa Danny Ainge jest dla mnie nie zrozumiały. Wiele nieprzespanych nocy poświęciłem na analizę jego zamierzeń, i tak naprawdę do dziś mam pustkę w głowie. 
Pozbył się prawie wszystkich graczy którzy budowali potęgę Bostonu w 2008. Został tylko Rajon Rodno jako główny rozgrywający. Nie dodał żadnego mocnego zawodnika w drafcie 2013. Przepraszam fanów Celtics, ale Kelly Olynyk nie jest mocnym graczem, nawet pomimo tego jak zaczął obecny sezon. Progres notuje również Jared Sullinger wybrany 2 lata wcześniej, jednak to nie jest 2 podkoszowych wokół których w przyszłości można budować silny team. 
Ainge również w tym off-season przepłacił moim zdaniem Avery Bradleya. Złamał tym samym niepisaną zasadę  by za dużo nie inwestować. 
W tegorocznym drafcie pozyskał Marcusa Smarta, czyli gracza bardzo zbliżonego talentem do Rondo. Smart nie ma takiej łatwości w odnajdywaniu wolnych kolegów na parkiecie. Nadrabia to zaangażowaniem w obronie, oraz rzutem, którego Rondo brakuje. Niestety Smart zagrał tylko 5 meczy w tym sezonie, na skutek kontuzji. Planem jest by RR oraz MC grali razem na parkiecie. Co zatem z zakontraktowanym Bradleyem? Ma wchodzić z ławki? Nie rozumiem tego zupełnie. 
Rondo jest w ostatnim roku swojego kontraktu, po którym będzie niezastrzeżonym wolnym agentem. Ainge w wywiadach podkreśla, że chciałby by RR został w Bostonie. Jednak przeczuwam, że gdy tylko na jego biurko wpłynie lukratywna umowa zawierająca:
  • wysoki pick w drafcie 
  • dwóch dobrych zawodników 
  • jednego dobrego zawodnika i jednego ze schodzącym kontraktem
  • pick + dobrego/schodzącego
  • lub nawet wszystko razem

to Rondo bardzo szybko opuści Boston. A chętnych do jego pozyskania jest wielu, i przed okienkiem transferowym możemy się spodziewać wielu plotek na ten temat. Danny to chytry gracz i raczej nie powoli odjeść najlepszemu podającemu w tym sezonie za darmo.

Papier nie kłamie: Rondo który opuści "BeanTown", kontuzjowany Smart, przepłacony Bradley, Green, który też prawdopodobnie opuści Celtów razem z Brandonem Bassem w najbliższych dniach, 2 młodych podkoszowych, którzy nie są rewelacją oraz nieodnajdujący się po wizycie w szatni Indiany Evan Turner oraz mega gwiazda Gerald "Keep Gettin Dem Checks" Wallace.

Danny WTF?


Jak widać, w większości przypadków tankowanie jest opłacalne. Wprawnym okiem można zauważyć, że opisane drużyny są tylko ze wschodniej konferencji. Zachód też tam trochę tankował, jednak nie tak bezczelnie jak wyżej opisane drużyny. Może kiedyś o nich wspomnę, bo np: takie Utah warte jest kilku zdań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz