poniedziałek, 17 listopada 2014

Shut up! And give me my money! cz.3


Przed Wami ostania część przygody ze świeżo upieczonymi milionerami z draftu 2011. Dziś kilku którzy pozostali z macierzystymi zespołami oraz paru, którzy znaleźli zatrudnienie gdzieś indziej, jednak są warci wspomnienia.

# Kyrie Irving zostanie z Cleveland Cavaliers na 5 lat za 90 mln dolarów

Najbogatszy z tego rocznika. Wszak został wybrany z pierwszym numerem omawianego draftu. Miał być "lekiem na całe zło i nadzieją na przyszyły rok" po opuszczeniu drużyny Cavs przez zdrajcę LeBrona Jamesa (który teraz powrócił i stał się synem marnotrawnym) Co prawda talentu młodemu rozgrywającemu nie można odmówić, zwłaszcza po atakowanej stronie parkietu, to jednak moim zdaniem za duża kwota jak na jego umiejętności. Po bronionej stronie pakietu praktycznie nie istnieje. Podczas pobytu w stanie Ohio nie wprowadził drużyny ani razu do rozgrywek posezonowych. Można za to obwinić również nieopierzonych kolegów z drużyny, którzy nie byli odpowiednim wsparciem, ale przede wszystkim sztab trenerski, który nie potrafił pokierować młodymi zawodnikami. Byrona Scotta nigdy nie podziwiałem za jego umiejętności trenerskie, a Mike Brown to zwykły garnitur stojący przy linii.


Irving za to indywidualnie radził sobie całkiem dobrze. Średnie jego kariery to 20 punktów, 5 asyst, 2 zbiórki i 1 przechwyt. Dodając do tego zabójczy crossover i umiejętność wbicia się najszczelniejsze pole 3 sekund mamy obraz gracza który sam drużyny nie pociągnie, jednak jako część układanki sprawdzi się znakomicie. I taką układankę zaczęto układać. Zabezpieczona przyszłość Kyrie w Cavs była pierwszym jej elementem.

Jako drugą częścią sprowadzono utalentowanego trenera z europy - Davida Blatta. Dodając do tego pozyskanie po raz kolejny pierwszeństwa w wyborze loterii draftowej, snuto plany o młodym i zdolnym zespole. Andrew Wiggins był na ustach wszystkich, jako oczywisty wybór Cavs w pierwszej rundzie. Tak też się stało i młody Kanadyjczyk dołączył do zespołu z Ohio. Co stało się dalej wszyscy wiemy. Marnotrawny syn powrócił stając się bohaterem mediów i mieszkańców Cleveland. Wiggins oraz Anthony Bennett poszli w wymianie za Kevina Love. Za LBJ przyszła masa weteranów chętnych na łatwy pierścień. Tym samym po raz kolejny została utworzona "Wielka Trójka" czyli powtórka z rozrywki z Miami Heat.

Sezon rozpoczęli na przekór oczekiwaniom. Sami zawodnicy jak i debiutujący w USA trener potrzebują czasu na dotarcie się. Kyrie wydaje się dobrym dopasowaniem do stylu gry LBJ oraz Lova. Czasami naleciałości nowomodnych PG biorą górę i za mało jest podań, a za dużo rzutów. Pojawiły się głosy, że I1rving może okazać się drugim Stephonem Marburym, czyli znakomitym graczem indywidualnym, jednak kiedy dochodzi do gry w systemie okazuje się to za dużo jak dla niego. Czy obecny sezon będzie pierwszym w karierze "Uncle Drew" kiedy pozna smak walki w PO? Wszystko wskazuje, że tak. Jeżeli podciągnie grę w obronie wtedy okaże się wartym w moich oczach zarabianej sumy.


# Isaiah Thomas zostanie z Phoenix Suns na 4 lata za 28 mln dolarów.

Opisany wyżej Irving był numerem jeden. Thomas znalazł się na drugim końcu listy draftu i został wybrany z ostatnim - sześćdziesiątym numerem przez Sacramento Kings. Filigranowy rozgrywający, który mierzy tylko 175 cm przebojem wdarł się do rotacji drużyny ze stolicy Kalifornii. Wykorzystując słabszą formę wybranego w tym samym drafcie z numerem dziesiątym Jimmera Fredette, Isaiah dał się poznać jako mały walczak, który ma talent do zdobywania punktów. Ostatni sezon w barwach Kings zakończył z linijką 20 punktów i 6 asyst na mecz, dzięki czemu stał się łakomym kąskiem dla wielu ekip, które szukały dobrego zmiennika na pozycji PG, który byłby również Sixth-manem z pewną ręką.

O jego przydatności dla zespołu nie byli przekonani właściciele Sacramento. Dało się słyszeć plotki dochodzące z szatni, że młody rozgrywający za często trzyma piłkę tylko dla siebie, co miało tworzyć konflikty, w już i tak podminowanej drużynie. Postanowili nie przedłużać z nim kontraktu i  na zasadzie sign-and-trade oddali go do Phoenix. Tam razem z Ericem Bledsoe oraz Goranem Dragicem ma stanowić potęgę szybkiego backcourtu.

Po 10 meczach tego sezonu wchodząc z ławki jest najlepszym strzelcem drużyny ze średnią prawie 17 punktów na mecz. Dodając do tego partnera z ławki jakim jest Gerald Green są w stanie zabiegać i znokautować rezerwy przeciwników. Bardzo miło się ogląda taką koszykówkę w wykonaniu Phoenix w tym sezonie. Co prawda trener Jeff Hornacek odkrył wszystkie swoje karty już sezon temu, dzięki czemu przeciwnicy zdążyli poznać ich styl gry, jednak wierzę, że Suns a zwłaszcza Thomas czymś nas jeszcze zaskoczą i awansują do PO.


# Chandler Parsons zostanie z Dallas Mavericks na 3 lata za 45 mln dolarów.

Wybrany z 38 numerem w drafcie przez Houston Rockets był prawdziwym zaskoczeniem. Razem ze wspomnianym wyżej Thomasem został wybrany do drugiej piątki debiutantów. Od tamtej pory regularnie występował w wyjściowym składzie Rakiet. Znakomicie wpasował się w ich styl gry, gdzie pozostawiony bez obrony za linią rzutów za 3 skutecznie niszczył przeciwników. Obrona z czasem zaczęła zwracać na niego większą uwagę, co otworzyło drogę pod kosz Jamesowi Hardenowi oraz dało więcej miejsca na manewry dla Dwighta Howarda.

Podczas ostatniego off-season Chandler był zastrzeżonym wolnym agentem. Mark Cuban przedstawił mu ofertę, na którą Parsons przystał. Teraz piłka była po stronie włodarzy w Houston, którzy czekali na decyzję takich nazwisk jak Chris Bosh oraz Carmelo Anthony. Postawili wszystko na jedną kartę i nie wyrównali oferty Mavericks licząc na przybycie jeszcze lepszego gracza. Tak oto Chandler stał się graczem coraz ciekawiej wyglądających Mavs.

Po 10 meczach w obecnym sezonie przeplatanymi wahaniami formy Parsons notuje średnio 14 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty i 1 przechwyt. Jak wspomniałem nie wszedł za dobrze w ten sezon, ale trafił do drużyny która ma bardzo duży potencjał. Dirk Nowitzki nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nie chciany w Warriors oraz Bucks - Monta Ellis wreszcie znalazł swoje miejsce. Powrócił również Tyson Chandler - center który był ważną częścią mistrzowskiego składu z 2011. Dodając do tego drugiego najlepszego moim zdaniem trenera w lidze - Ricka "Jima Carreya" Carlisle dostajemy drużynę która może zamieszać na zachodzie ligi. Parsons wydaje się idealnym dopełnieniem tej układanki. Może grać zarówno na niskim skrzydle i rzucać z półdystansu razem z Dirkiem oraz rozciągać obronę jako silny skrzydłowy, co pozwala na szarżę Ellisa.


To by było na tyle nowobogackich graczy z tego silnego jak się okazało draftu. Można wspomnieć jeszcze o bliźniakach Morris którzy podpisali kontrakty z Suns i są ważną częścią ich radosnej koszykówki.

Tak jak obiecałem następny będzie tekst o 3 znakomitych obrońcach którzy nie dogadali się ze swoimi zespołami, oraz planuję również wpis o niewypałach tego draftu. Są tak źli, czy po prostu nie mieli tyle szczęścia?  

Stay Tuned!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz